sobota, 4 kwietnia 2015

4. Nieobliczalny Wellinger

- MATKO! NICOLE!!!!! CO TY TUTAJ ROBISZ?! – Rzuciłam się na nią.
- Wiedziałam, że tęskniłaś!
-  Nie mogę w to uwierzyć! Jasne, że tęskniłam kretynie! Mów mi lepiej co Ty tutaj robisz?! – Byłam w szoku. Była chyba ostatnią osobą, której się tutaj spodziewałam.
 - A więc słuchaj tej pasjonującej historii! Po pierwsze kiedy pisałaś o Wellingerze, spodziewałam się, że pojawią się jakieś kłopoty, bo przecież nie masz pojęcia jak nazywają się skoczkowie no i nie umiesz niemieckiego, więc musiałam interweniować i przyjechałam na ratunek!
- Co..I to tylko dlatego?! - Zaśmiałam się
- W pewnym sensie, ale słuchaj dalej, po drugie to.. Niemiecka kadra poszukiwała fotografa, ale takiego ich osobistego. Wiesz chodziło im o to, żeby ta osoba dysponowała czasem i mogła jeździć razem z nimi na wszelkie zawody, robić zdjęcia i wrzucać je na ich stronę.. No i najlepsze… Wysłałam im zdjęcia jakie robiłam na wcześniejszych zawodach i potwierdzenie, że studiuję fotografie i.. Wybrali mnie! A studia mi  to wszystko będą sponsorować . Mam ten staż na rok!
- No co ty gadasz! Matko jak się cieszę! – Wydarłam się i przytuliłam ją z całej siły. Tak bardzo się cieszyłam. Znałyśmy się od dziecka i byłyśmy do siebie nadzwyczaj podobne z wyglądu jak i charakteru. Chociaż wybrałyśmy inne kierunki studiów i każda z nas teraz mieszka gdzie indziej to utrzymywałyśmy ze sobą kontakt. A teraz miałyśmy spędzić rok jeżdżąc na zwody, ja jako ratownik, a ona jako fotograf.
- Jestem tu dopiero parę minut, a już nas ze sobą pomylili – Spojrzała na aparat w moich rękach.
-  Aha.. Czy ten koleś myślał, że ja to Ty dlatego dał mi ten aparat?
- Jak mówił po niemiecku to na to wygląda. A tak w ogóle to pewnie był Schuster, jeszcze dużo musisz się nauczyć moja droga! – Wybuchłyśmy śmiechem.  Tak bardzo mi jej brakowało. 

*

Po zawodach poszłyśmy prosto do mojego domu. Oczywiście całą drogę przegadałyśmy, jakbyśmy się nie widziały od wieków. To było czasem takie dziwne. Nawet jak mieszkałyśmy w tym samym mieście i cały czas byłyśmy ze sobą w kontakcie, to zawsze jak się spotykałyśmy nie mogłyśmy skończyć rozmawiać. Tematów było coraz więcej, a czasu coraz mniej. Tyle się działo w tym dniu, że kompletnie zapomniałam zapytać, gdzie Nicole ma swoje walizki, dopiero przypomniało mi się to przed samymi drzwiami.
- A tak w ogóle Niko, gdzie Ty masz swoje torby?
- Otwórz drzwi, a się przekonasz. – Zaczęła się śmiać. Spojrzałam na nią pytająco i czym prędzej otworzyłam drzwi. Ukazał nam  się cały przedpokój w walizkach, reklamówkach i torebkach.
- Jak Ty..  To zrobiłaś?!
- Jak mieszkałaś jeszcze w Wilkowicach, to zawsze chowałyśmy zapasowe klucze w nasze tajne miejsce, pamiętasz? Tak strzelałam, że dalej to robisz.
- Jak Ty dobrze mnie znasz! – Zaczęłyśmy się śmiać.  Tak ogromnie się cieszyłam, że jest przy mnie. Przecież to chyba najlepsze co może spotkać człowieka, przeżywać wspaniałe chwile spełniając marzenia i mieć przy sobie swojego najlepszego przyjaciela. To jak trafić szóstkę w totku. Byłam w tym momencie najszczęśliwszą osobą na świecie. Pokazałam Nicole pokój, w którym miała spać i przeniosłyśmy tam jej torby. Nie powiem, trochę nam to zajęło. Wróciłyśmy do salonu i rozsiadłyśmy się na kanapie. Usłyszałam jak telefon mi dzwoni, wyciągnęłam go z kieszeni i gdy zobaczyłam, że to Karl szybko odebrałam.
- Cześć, co jest?
- Cześć Ola! Słuchaj jest sprawa. Robimy imprezę dzisiaj w Morskim, taką wiesz pożegnalno-powitalną. Nie pytaj, później Ci wytłumaczę. Wpadniecie z Nicole?
- No jasne, że tak. Na którą mamy być? – Zaśmiałam się.
- Na 22, wyrobicie się? – Wyczułam po jego głosie, ze się uśmiecha.
- Nie no wiesz 3 godziny to stanowczo za mało czasu.
- Wiedziałem!
- Nie no. Pewnie, że wpadniemy, zadzwonię jak będziemy przed wejściem.
- I tak się spóźnicie. Jasne, to do zobaczenia.
- Weź przestań. Pa. – Rozłączyłam się i mimowolnie uśmiechnęłam. Lubiłam Karla coraz bardziej. Tak dobrze rozumieliśmy.
- I co jest? Co chciał Geiger?
- Zostałyśmy zaproszone na imprezę z tymi kretynami. O 22 w Morskim. – Pisnęłam i zaczęłam przerzucać rzeczy swoje rzeczy.
- Ola..
- Spodnie czy spódniczka?
- Ola..
- Tak spodnie będą lepsze, dzięki.
- OLA!
- Ale co na górę? Może być to?
- OLKA! KUŹWA! – Aż podskoczyłam. Wszystkie ubrania które trzymałam w rękach upadły na ziemie.
- No co jest? Wystraszyłam się. Jak Ci ta bluzka nie odpowiada to mogłaś powiedzieć, a nie krzyczeć.
- Nie o to chodzi. Czy ja naprawdę w tym domu jestem tylko jedyną osobą myślącą?
- Ale o co Ci chodzi?- Spojrzałam na nią zaskoczona.
- Nie zapomniałaś o czymś?
- ?
- W..
-??
- Well..
- Wellinger! O cholera jasna! – Spojrzałam na zegarek. Miałam tylko godzinę. Zaczęłam szybko przerzucać różne ubrania. Kompletnie zapomniałam, że się z nim umówiłam.
- Brawo geniuszu! Zadzwoń do Karla i powiedz mu, że idziesz z Wellingerem i nie wiem, że później dojdziecie.
- W sumie to chyba powinnam tak zrobić. Ale z drugiej strony Karl powinien wiedzieć, że ja idę z Wellingerem. W końcu się przyjaźnią. Czyli skoro on mu tego nie powiedział, to może po prostu nie chciał tego robić?
- No tak masz rację. To zróbmy tak, zadzwonię do Karla i powiem, że  musiałaś coś tam załatwić, bo Ci się dopiero teraz przypomniało, a później do nas dołączysz?
- Trochę boje się zostawić Ciebie z gromadka chłopaków..
- A ja Ciebie z nieobliczalnym Wellingerem.- Wybuchłyśmy śmiechem.  Jeszcze chwilę o tym rozmawiałyśmy i poszłam szybko wziąć prysznic. Długo zastanawiałam się nad tym co ubrać. W końcu postanowiłam na luźny strój i mocny makijaż. I tak później musiałam wrócić do pokoju się przebrać, to chociaż nie chciałam marnować czasu na makijaż. Wzięłam telefon i wyszłam z domu żegnając się z Nicole. Nie przejmowałam się tym o czym będę rozmawiać z Wellingerem. Wiedziałam, że nawet w ciszy czujemy się dobrze w swoim towarzystwie. Przy nim odkrywałam swoje drugie „ja”. Byliśmy tacy sami i oboje to czuliśmy. Nasze mocne charaktery miękły. Wyciszaliśmy się, szukając odpowiedzi na nurtujące nas pytania, na których zastanowienie wcześniej nie mieliśmy czasu. Próbowaliśmy poznać świat na nowo. Z tej drugiej strony. Wiem też, że w jego życiu wydarzyło się coś , co zmieniło go i to właśnie ta zmiana to jest jego „drugie ja”. Dokładnie tak samo jak u mnie. Byłam pewna też, że w końcu się na siebie bardziej otworzymy.

*
Godz. 20:00 :

Widziałam jego sylwetkę już z daleka. Wszędzie bym go poznała. Mimowolnie się uśmiechnęłam i opuściłam wzrok na ziemie. Upajałam się ciszą. Nie słyszałam nic oprócz swojego oddechu i przyjemnie skrzypiącego śniegu spod moich nóg. Cieszyłam się każdym kolejnym krokiem, który mnie do niego zbliżał.
- Wow. Nie spóźniłaś się. –Uśmiechnął się na powitanie.
- A wyglądam na taką co się spóźnia? – Odpowiedziałam uśmiechem.
- Tylko troszeczkę.- Zaczęłam się śmiać. Wyciągnął rękę w moją stronę. Bez zastanowienie złapałam ją.
- To.. Gdzie idziemy?
- Niespodzianka. – O nic więcej nie pytałam. Przeszliśmy kawałek. Stanął i odwrócił mnie w swoją stronę patrząc mi prosto w oczy.
- Ufasz mi?
- Oczywiście – Odpowiedziałam od razu. Uśmiechnął się i  zawiązał mi chustkę na oczach. To było trochę dziwne. Moje zachowanie przy nim mnie przerażało. Normalnie, to bym nie pozwoliła na taki ruch nieznajomemu chłopakowi . Szliśmy gdzieś przed siebie, może robiliśmy kółko? Nie wiem, ale trochę długo to trwało. Szliśmy w ciszy. O nic nie pytałam, on o niczym nie mówił. Poczułam jego ręce na swojej tali i po chwili nogi oderwały mi się od ziemi.
- Co Ty robisz? – Powiedziałam lekko przerażona.
- Zaufaj mi.- Posadził mnie gdzieś , przypiął czymś na rodzaj pasów i gdzieś jechaliśmy. Gorzej jak mnie gdzieś wywiezie. Trochę się bałam, wcześniej byłam pewna , że mu ufam i że jestem bezpieczna, ale teraz się po prostu bałam. Wysiedliśmy. Wziął mnie na ręce i niósł gdzieś. Niczym w jakimś horrorze. Wbiłam mu paznokcie w rękę, którą cały czas trzymałam. Znowu wylądowałam na ziemi. Przeszliśmy kawałek i znowu stanęliśmy. Już mnie to dręczyło. Przecież mu ufam, nic mi nie zrobi, a może jednak.. Nie, nie on. On mi nic nie zrobi. Ufam mu, tak, ufam. Przyciągnął mnie do siebie  tak, że plecami opierałam się o jego tors. Położył ręce na mojej tali, a głowę na ramieniu.
- Gotowa? – Szepnął zaraz przy moim uchu. Gęsia skórka przeszła mi po ciele.
- Jak nigdy. – Rękami przejechał wzdłuż tali i podniósł mi ręce kierując je w bok. Ściągnął chustkę i przyciągnął jeszcze mocniej do siebie. Oniemiałam. Staliśmy na szczycie skoczni. Widok był nie do opisania, było widać oświetlone całe miasto. Obraz jak z bajki.
- Jest tu tak pięknie.. Czuję się..
- Jakbyś latała? Jakbyś była Aniołem? – Szepnął.
- Dokładnie. Dziękuję – Przegryzałam wargę i odwróciłam się przytulając się do niego.
- Poczekaj. – Odwrócił mnie i ustawił moje ręce w tej samej pozycji jak wcześniej. Niczym w znanej scenie z Titanica.
- Nauczę Cię jak żyć. Nauczę Cię latać. Zostałaś za wiele razy zraniona i straciłaś skrzydła, ja Ci je oddaje. Spójrz to wszystko, jest Twoje. Latasz, unosisz się nad tym wszystkim. Pokonałaś strach, zaufałaś mi. Specjalnie zabrałem Cię dłuższą drogą, wokół COS-u, żebyś nie wiedziała gdzie idziemy. A Ty tylko raz zapytałaś się co ja robię. Zaufałaś mi. Odważyłaś się. Skoro odważyłaś się to zrobić, to odważ się żyć. Żyć tak jak wcześniej. Jestem twoim stróżem, a Ty jesteś moim Aniołem. Ja Cię na nowo uczę latać, a Ty mi pomagasz odnaleźć się w ty zakłamanym świecie. – Wsłuchiwałam w jego głos, a łzy zaczęły napływać mi  do oczu. Szybko to opanowałam i odwróciłam się w jego stronę. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Czułam się tak lekko, jak prawdziwy anioł. To było coś dziwnego, ale naszego. To było coś magicznego. Zaczęliśmy zbliżać się do siebie. Przymknęłam oczy, czułam tą bliskość, wiedziałam, że zaraz nasze usta spotkają się w pocałunku. Zadzwonił telefon. Szybko odsunęliśmy się od siebie.
- Dziękuję.. I przepraszam. – spojrzałam skruszona na telefon i odebrałam widząc, że to dzwoni Nicole.
- Co jest?
- Ola! Nie przeszkadzam?
- Nie skądże. – Powiedziałam zaciskając zęby.
- A to dobrze… Zaraz, czy to był sarkazm? No mniejsza, później o tym pogadamy, bo to jest ważne. Dowiedziałam się przed chwilą jaki jest skład Polski na najbliższe zawody.. I musisz to wiedzieć.
- Co się stało? – Zapytałam niepewnie.
- Kuba… Kuba jest w składzie – Powiedziała jednym tchem.

- Zaraz będę. – Poczułam jak łzy mi napływają do oczu i szybko się rozłączyłam. 

*
Znowu przepraszam, że tak długo. W ogóle mi się nie podoba. Następne będę lepsze. Obiecuję.. 
A w między czasie łap Nicole prezent na Święta. Przepraszam, że nie jest najlepszy, ale starałam się.. 
Pozdrawiam. :)

7 komentarzy:

  1. A mi sie podoba :)
    Sama bym chciala zobaczyc taki widok a z Wellingerem to juz wgl :)
    Choc pewnie wpatrywalabym sie w jego oczy a nie na widoki :D
    Jest super :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział. ;)
    Bardzo spodobał mi się fragment o Aniele. ♥ Cudowny i taki.. realistyczny. ♥ :)
    Randka chyba się udała, prawda? :)
    Pięknie piszesz kochana. :*
    Czekam na kolejny. :3
    Będziesz mnie informowała? :)
    Buziaki! :*
    PS. Serdecznie zapraszam na pierwszą rzeczywistość. ;)
    http://wspolnie-odmienmy-rzeczywistosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Kochana, serdecznie zapraszamy na 10! ;)
      http://dalam-ci-wiecej-niz-powinienes-dostac.blogspot.com
      Buziaki! :*

      Usuń
  3. Świetny rozdział, podoba mi się twój styl pisania. Zostaję na zawsze :)
    Poinformujesz mnie, proszę?
    Zapraszam do siebie: http://ludzka-niemoc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest dooobrze, moja droga. ;))
    Mnie się tam bardzo podoba. :)
    Mnie, podobnie jak koleżance powyżej, spodobał się niezwykle fragment o Aniele...
    Niezwykłe, naprawdę. ♥
    Mogę prosić o informację o nowościach? ;))

    P.S.: Zapraszam do siebie! http://leben-ist-zeichnen-ohne-radiergummi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam na szósteczkę! ;**
      http://leben-ist-zeichnen-ohne-radiergummi.blogspot.com/

      Usuń
  5. Super, jest bosko :)
    Zapraszam na 9 :) http://dalam-ci-wiecej-niz-powinienes-dostac.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń