„Każde głębsze uczucie
prowadzi do cierpienia. Miłość bez cierpienia nie jest miłością.”
- On jest.. inny.
- Po prostu dziwny. – Zaśmiała się Olga.
- Nie, nie jest dziwny. On jest magiczny. – Zamyśliłam się. Ta
nadzwyczajność prowadziła do tego, że nie mogłam przestać o nim myśleć. Zastanawiało mnie jego inne
zachowanie i podejście do życia. Czułam, że jesteśmy do siebie podobni, ale
jednak inni. On nie boi się żyć, nie boi się latać, co jest całkowitym przeciwieństwem
do mnie. Ciekawe czy sam się tego nauczył, czy ktoś mu z tym pomógł? Lub nad zwyczajniej życie
zostało jego nauczycielem. Przecież jesteśmy
bezbronni wobec losu, jesteśmy ofiarami czasu i własnych uczuć. Myślę, że w
jego przypadku było inaczej, nie był zwyczajnym człowiekiem, był Aniołem.
Codziennie łamał wszystkie teorie, że człowiek nie może latać, więc dlaczego
miałby być bezbronny przed losem? Właśnie ta waleczność i odwaga pokazała mu
jak żyć.
- Ktoś tu się chyba zakochał.
- Przecież miłość nie istnieje.
- Jedyne co nie istnieje to powód do miłości, bo kocha się
za nic. –Podniosłam się i zmieniłam pozycję tak, żeby widzieć Olgę dokładnie. To
co mówiła, było takie prawdziwe. Ale nie adekwatne do moich uczuć, ja go nie
kochałam.
- I tak nic do niego czuje. Po prostu mnie intryguje…
Zresztą mniejsza o to, ale powiedz mi jeszcze raz, gdzie jest Nicole?
- Musiała coś załatwić, nic się nie martw. –Uśmiechnęła się delikatnie. Spojrzałam na
zegarek , miałam jeszcze trochę czasu, ale postanowiłam szybciej się zacząć zbierać, żeby znowu się nie spóźnić.
- Dobra Olga, ja już muszę iść, pozdrów Nicole. Trzymaj się!
Pa!
- Jasne, buziaki młoda, pa. – Wyłączyłam komputer i poszłam
się przebrać.
*
Chodziliśmy nie
szukając się, ale wiedząc, że chodzimy po to, żeby się znaleźć.
Na szczęście się nie spóźniłam. Stojąc pod skocznią po raz
kolejny nie mogłam powstrzymać się od zachwytu. Sektory przepełnione ludźmi,
głośna muzyka, śpiewy, tańce, trąbki, pełno flag, pełno..wszystkiego i
wszystkich. Mimo tak ogromnych tłumów czułam się tu dobrze i wcale ten hałas mi
się przeszkadzał. Wręcz przeciwnie. Wszystko było pod kontrolą, magiczną nicią
przeszyte i dopięte na ostatni guzik. Aż dziwne, że bez problemu można
zapanować nad tak dużą ilością ludzi. Przecież tyle osób musi nad tym dbać. A
tu jest tak niesamowicie. Ciekawie jest to, że miłość do sportu może zbliżyć
ludzi tak do siebie. A skoki narciarskie jak widać, to sport wyjątkowy,
niepowtarzalny.. Raz do roku właśnie tutaj w Zakopanem Polscy kibice łączą się
w jedną wielką rodzinę i wspierają naszych zawodników, dmuchając im pod narty i
oczekując jak najlepszych wyników. To wszystko jest takie trochę dziwne, nie
logiczne, a zarazem piękne. Może w tym wszystkim właśnie o to chodzi? Aby nie
zwracać uwagi na logikę tylko patrzeć na to sercem?
Mimo, że byłam tutaj w pracy i musiałam być cały czas
skupiona i gotowa na wszelki ewentualności, to świetnie się bawiłam.
Podskakiwałam w rytm muzyki ze znajomymi i innymi kibicami. Za każdym razem
szczególną uwagę zwracałam na dwa nazwiska: Geiger i Wellinger. To przy nich
ściskałam mocno kciuki i prosiłam o dalekie skoki, ale przede wszystkim
bezpieczne. Dalej podtrzymywałam teorie o tym, że najważniejsze jest zdrowie, a nie
wyniki. Choć jak się już przekonałam dla skoczków liczą się tylko rezultaty i
przyjemność z lotu. Ale z drugiej strony w ich zdaniu jest garstka prawy.
Dzięki własnej odwadze i zawziętości są w stanie coś osiągnąć w życiu. Nawet
jeżeli nie wygrywają to sama satysfakcja, że robią coś na co większość ludzi
nie ma po prostu odwagi. Gdyby te największe sławy w skokach narciarskich
bałyby się, że coś im się stanie to by nie skakali i nie osiągnęli tego co
mają. Ciekawe ilu utalentowanych zawodników zrezygnowało właśnie przez swój
strach?
W przerwie między seriami poszłam do namiotu się czegoś
gorącego napić, bo szczerze to przemarzłam na tej skoczni. Stanęłam w ogromnej
kolejce ludzi, było mi strasznie zimno, ale dobrze wiedziałam, że za nim
przyjdzie moje kolej, to minie sporo czasu. Przeskakiwałam z nogi na nogę żeby
chociaż trochę się ocieplić, gdy poczułam jak ktoś delikatnie szturcha ramie.
Dobrze wiedziałam kto stoi za mną. Powoli się odwróciłam i spojrzałam w jego
oczy. Po raz kolejny się nie pomyliłam.
- Trzymaj, bo zamarzniesz. – Podał mi do ręki kubek z gorącą
herbatą.
- Od kiedy Ty się o mnie martwisz Andreasie? Dziękuję.
–Uśmiechnęłam się. Byłam pozytywnie zaskoczona jego gestem.
- Spacer wieczorem? –
Mówił to tak spokojnie, patrząc bez żadnego oporu prosto w moje oczy.
- Jasne. – Wypaliłam bez większego zastanowienia.
Wiedziałam, że przy nim traciłam kontrolę, możliwość racjonalnego myślenia,
jednak w tym momencie mi to w ogóle nie przeszkadzało. Mówił krótkimi, pozornie racjonalnymi
zdaniami. Ale za każdym razem słowa wypowiadane z jego ust, miały w sobie coś
magicznego, coś co mnie tak bardzo intrygowało, coś nad czym musiałam dłużej
myśleć.
- O 20 pod skocznią?
- Tak, do zobaczenia. – Posłał mi ostatni raz uśmiech i odszedł.
Oparłam się o ścianę i upajałam się zapachem zielonej
herbaty z malinami. Skąd wiedział, że taką lubię najbardziej? Smakuje ona o
wiele lepiej gdy jest pełna uczuć, których jeszcze nie zdążyłam poznać. Zwróciłam
uwagę na wysokiego mężczyznę w pomarańczowej kurtce, dokładnie takiej samej,
jakie mieli na sobie Wellinger i Geiger, szedł on w moją stronę. Zaczął mówić coś w
niezrozumiałym dla mnie języku niemieckim. Zamilknął na chwilkę, zorientowałam
się, że o coś mnie zapytał.
-Ja…
- Danke! – Wcisnął mi aparat do ręki i odszedł z uśmiechem
na twarzy.
-Ja nie umiem mówić po niemiecku... – Dodałam już ciszej
lekko zażenowana. Nie no każdemu może się zapomnieć, że „ja” to oznacza „tak”,
to całkiem normalne przecież. Stałam jeszcze chwilę w miejscu zastanawiając się
co zrobić. Teraz wszystko wychodzi. Nie potrzebnie rzuciłam niemiecki i
poświęciłam się tylko i wyłącznie angielskiemu i hiszpańskiemu. I co ja teraz
mam zrobić? Jakiś nieznany mi facet o coś mnie pytał i wcisnął mi swój aparat.
Sprzedam go na allegro i będę milionerką, na bank. Po chwili ogarnął mnie lekki
strach, a myśli miałam dziwne, od tego, że może mam mu przypilnować lub że jest złodziejem i dał mi swój łup, a
zaraz wpadnie tutaj FBI i trafie za kratki.
- Bu!- Usłyszałam obok swojego ucha. Podskoczyłam. Nie no super
kto znowu… Szybko się odwróciłam i oniemiałam.
- MATKO! NICOLE!!!!! CO TY TUTAJ ROBISZ?!
*
No to trójeczka! Przepraszam, że tak późno, ale jakoś nie miałam do tego głowy, ale spokojnie nadrobię! ;) Mam nadzieję,że ktoś to w ogóle czyta. :D Choć przyznam szczerzę, że w ogóle mi nie wyszedł, ani trochę mi się nie podoba..Trochę tajemniczy, ale spokojnie później wszystko się wyjaśni.