poniedziałek, 22 grudnia 2014

2. Nauczę Cię latać. Latać we własnym życiu. Pokaże Ci jak żyć...

„Są tacy, którzy uciekają od cierpienia miłości. Kochali, zawiedli się i nie chcą już nikogo kochać, nikomu służyć, nikomu pomagać. Taka samotność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego życia. Zamyka się w sobie.”


Usiadłam na parapecie i spoglądałam w góry. Kochałam Zakopane. Było takim moim małym, innym światem. Miejscem, w którym zawsze widziałam ucieczkę od rzeczywistości.  Byłam tchórzem. Bałam się przeszłości, nie lubiłam patrzeć wstecz. Wracałam do niej jedynie w najgorszych koszmarach. Teraźniejszość i przyszłość nie wydawała mi się, aż takie straszne. Próbowałam wyobrazić sobie swoje nowe, szczęśliwe życie.  Jednak bałam się tego, bałam się życia. Pewnie dlatego idąc liceum bez zastanowienia  wybrałam Zakopane. Nie byłam Góralką, pochodziłam z Śląska, a właściwie Wilkowic. Jednakże wydarzenia z przeszłości nie pozwoliły mi tam pozostać. Do Wilkowic wracałam gdy brakowało mi rodziny i przyjaciółek i oczywiście na przeróżne święta czy uroczystości. W Zakopanem miałam wynajęte mieszkanie. Tutaj czułam się najlepiej. Mieszkałam sama, zawsze lubiłam samotność i tą ciszę, nie przeszkadzała mi. Jednak za każdym razem gdy pojawiały się nowe problemy zaczynałam tęsknic za tą małą wsią, rodziną i przyjaciółkami. I to właśnie była moja największa wada. Nigdy nie potrafiłam stwierdzić, czego tak naprawdę chcę. Czego oczekuję od życia. Zawsze dwie sprzeczne sobie rzeczy były dla mnie jednocześnie ważne. Bezsensowne..


Przymknęłam oczy i zacisnęłam ręce na kubku. Upajałam się zapachem gorącej czekolady.  Myślami wracałam do wczorajszego dnia, pełnego dziwnych emocji. Za godzinę miałam się spotkać z Karlem, a miałam jeszcze tyle do zrobienia.  Niechętnie pozbierałam się z parapetu i wróciłam przed szafę. Przerzucałam ubrania z jednej strony na drugą. Kompletnie nie wiedziałam co mam ubrać. Czyli odwieczny dylemat każdej kobiety. W końcu coś wybrałam i poszłam w stronę łazienki. Po czterdziestu minutach byłam prawie gotowa. Spryskałam się swoimi ulubionymi perfumami , po czym stanęłam przed lustrem. Mimowolnie uśmiech pojawił mi się na twarzy. Rozpuściłam długie, brązowe włosy. Przeczesałam je i byłam gotowa. Narzuciłam kurtkę, buty , czapkę  oraz rękawiczki. Ostatni raz zerknęłam w lustro i wyszłam z domu. Poczułam jak zimny wiatr uderza w moje ciało, a świeże górskie powietrze zapełniła mi płuca. Mijałam mnóstwo kibiców  w czapkach, szalikach czy z flagami w barwach różnych narodów. Zaczęłam zastanawiać się co czują skoczkowie, widząc tych wszystkich kibiców. Są szczęśliwi, że mają tylu fanów, czy może jednak im to przeszkadza? Ciekawe jakie to jest uczucie, gdy tyle ludzi na Ciebie liczy, a Ty siedzisz tam na górze i patrzysz na to wszystko. Co wtedy dzieję się w Twojej głowie? Myśląc nad tym wyciągnęłam telefon i spojrzałam na zegarek.


- Cholera, dlaczego, zawsze muszę się spóźniać? – Szepnęłam do siebie po czym puściłam się biegiem w stronę Krupówek. Bieg przerwał mi dzwoniący telefon. Zerknęłam na niego i dostrzegłam, że na  ekranie widnieje duży napis: Karl. Od razu odebrałam.
- Ja zaraz będę!
- No ja zaraz będę! – Krzyknęliśmy jednocześnie. Stanęłam w miejscu wybuchając śmiechem.
- Jacy my podobni do siebie jesteśmy.. – Usłyszałam jego śmiech w telefonie. Spojrzałam w ziemie i szczerze się uśmiechnęłam.
- Jak widzę to nie tylko ja się spóźniam. Do zobaczenia za chwilkę… Kto ostatni ten stawia czekoladę!- Rozłączyłam się i pobiegłam w umówione miejsce. Dobiegłam jako pierwsza. Ledwo żywa podparłam się o murek i próbowałam złapać oddech. Mogłam jednak ćwiczyć na tym wf..
- Ola! – Nie musiałam długo czekać, już po chwili usłyszałam jego głos. Odwróciłam się. Biegł w moją stronę, wystawiłam mu język ciesząc się z wygranej. Karl chciał chyba wykonać jakiś dziwny ruch, ewentualnie po prostu się pośliznął i wylądował twarzą w zaspie.
- Dopiero co tu przyszedłeś i już potrzebujesz mojej pomocy? – Powstrzymywałam się od śmiechu i ruszyłam w jego stronę. Jednak szybko się podniósł i  lekko zawstydzony przytulił mnie na przywitanie.
- Widzisz jak ty na mnie działasz. – Zaśmiał się.
-  Bo się jeszcze zabijesz..
- Taka pani ratownik nie pozwoli mi zginąć!
- Nic bardziej sprzecznego. To gdzie idziemy?
- Może tam? – Skierował ręką na jedną z kawiarni.
- Okej - Ruszyliśmy w tamtą stronę. Przez cały czas śmialiśmy się i rozmawialiśmy tak naprawdę o wszystkim. Jakbyśmy się znali od bardzo dawna. Mimo, że nic o nim nie wiedziałam, czułam się dobrze w jego towarzystwie.  Jakby był moim przyjacielem od bardzo dawna. Złożyliśmy zamówienia i wróciliśmy do wcześniejszej rozmowy.
- Nie boisz się?
- Czego mam się bać? – Przyglądał mi się uważnie.
- Skakać.
- Nie… To jakbyś bała się oddychać. Gdy nie skaczę, nie oddycham, powoli umieram. Brakuje mi tlenu, to jest jak narkotyk, a ja jestem starym narkomanem. – Uśmiech wymalował mi się na twarzy. Czułam, że rozumiemy się znakomicie.
- To jest dziwne. Ryzykujesz tak wiele. Nie boisz się, że kiedyś stracisz wszystko właśnie przez swój „nałóg”?
- Gdy robisz to co kochasz i ból staję się przyjemnością. Wtedy niczego się nie boisz. Jedynie możesz być dumny, że osiągnąłeś właśnie coś, czego inni nie mieli odwagi zrobić. Nie masz czegoś takiego co jest dla Ciebie czymś wyjątkowym, czymś dla czego warto żyć i chcesz ryzykować?
- Raczej nie. Boje się ryzyka, boje się życia – Nerwowo zaczęłam mieszać łyżeczką w filiżance. Załapał mnie mocno za rękę. Nie odzywaliśmy się do siebie dopóki nie spojrzałam na niego.
- Nauczę Cię latać. Latać we własnym życiu. Pokaże Ci jak żyć. – Pierwszy raz poczułam takie bezpieczeństwo w drugiej osobie. Puściłam jego rękę i skierowałam szczery uśmiech w jego stronę. Był inny, wyjątkowy.
- Dziękuje – Szepnęłam prawie niedosłyszalnie. 
- Wiesz zdaję mi się, że powinnaś bliżej poznać moja kadrę. Chyba da Ci to większy obraz na to wszystko. Zrozumiałabyś co mam na myśli, mówiąc wiele rzeczy.
- Boję się ich. – Przegryzłam wargę i myślami wróciłam do ciemnego blondyna, niejakiego Andreasa Wellingera, który wczoraj przykuł moją uwagę. On i Geiger byli tacy zupełnie inni. Ciągnęło mnie coś do tego aby ich poznać lepiej, mimo, że tak bardzo się bałam.  Nie przeszkadzało mi to, że  byli z innego kraju, wręcz przeciwnie, fascynowało mnie to.
- Nie gryzą. Znaczy jedynie mogą się pogryźć o Ciebie-  Zaśmiałam się i rzuciłam w niego serwetką.
- Żartowniś się znalazł – Wstaliśmy z miejsca i ruszyliśmy w stronę wyjścia, śmiejąc się i popychając jak małe dzieci. Pierwszy raz od dawna szczerze się uśmiechałam.
- Widzimy się za dwie godziny na skoczni? – Zapytał patrząc na mnie uważnie.
- Pewnie, do zobaczenia i udanego treningu.
- Dziękuje – Przytuliliśmy się i odeszliśmy w różne strony. Powoli zaczynałam wierzyć, że wszystko się ustabilizuje, że może  w końcu będzie dobrze. Nareszcie będę szczęśliwa. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to szczęście uzyskam raniąc jedną z ważnych dla mnie osób.
Wracałam wolnym krokiem do domu. Przyglądałam się ośnieżonym drzewom, które wyglądały jak z bajki. Coraz więcej ludzi szło w stronę skoczni. Z tego co widziałam wielu już stało przy wejściu na sektor aby zająć jak najlepsze miejsce. To się nazywa pasja, skok w życie. Z trudem przedostałam się przez ten tłum ludzi i dotarłam do domu. Gdy weszłam do środka z dziwnym wyczuciem czasu zadzwonił do mnie Kamil.
- Hej Olka. Spotkajmy się pod skocznią trzydzieści minut przed seria próbną, okej?
- Cześć. Chyba Cię coś grzmi, że mam znowu się przepchać przez ten tłum ludzi, przecież w tydzień tam nie dojdę.- Jęknęłam na co on się zaśmiał.
- No dobrą podjadę po Ciebie, to za dwie godziny będę. Do zobaczenia.
- Dzięki! Do zobaczenia. – Odetchnęłam z ulgą. Telefon rzuciłam gdzieś na bok i położyłam się na łóżku. Znowu wracałam myślami do Niemców.


2 godziny później:


Poprawiłam makijaż i ubrałam się jeszcze cieplej. Gdy Kamil puścił mi sygnał, zbiegłam na dół.
- Dzień Dobry!
- A Witam! – Zaśmiałam się i weszłam do środka samochodu. Cudem dojechaliśmy pod skocznię i się nie spóźniliśmy. Pierwszy raz widziałam takie zamieszanie i tylu ludzi, szczęśliwych ludzi, którzy przyjechali tutaj dla czegoś, co kochają. Gdy dojechaliśmy na miejsce, poszliśmy rozpakować potrzebne rzeczy.
- Patrzcie na to ! – Krzyknął Mateusz wskazując na sektory, w których właśnie robili „falę” . Oniemiałam z zachwytu, wyglądało to tak niesamowicie. Nie mogłam uwierzyć w to, że każdy robił to co mówili komentatorzy i się świetnie przy tym bawił.
- To jest magia! To jest Zakopane! – Może rzeczywiście to jest taka inna magiczna kraina, w której każdy zapomina o problemach i liczy się tylko to co się kocha? Te pytanie chciałam kierować do znajomych.
- Ty już o nic nie pytaj!- Zaśmiał się Kuba, widząc, że chce o coś zapytać.
- Bardzo śmieszne – Udałam oburzoną i się odwróciłam w stronę trybun. 
- Cześć Księżniczko. – Usłyszałam ten znajomy głos, obok swojego ucha. Czekałam na niego, w głębi duszy czułam, że się pojawi, że przyjdzie tu. Uśmiechnęłam się i odwróciłam się w jego stronę.
- Cześć Andreas.


-  Nasze samotności spotkały się jak ptaki w locie i zaraz pofruną w swoich kierunkach. –Odszedł , zostawiając mnie z natłokiem kolejnych myśli. 


****
To już drugi rozdział. I jak się podoba? Czekam na szczere komentarze :) 
Pozdrawiam :) 


piątek, 12 grudnia 2014

Upajałam się jego głosem, zapisanym w mojej pamięci.

„Przepaść jaka dzieli marzenia od rzeczywistości jest bardzo ciężka do pokonania, ale w każdym z nas przecież ukryty jest duch walki.. Walki do samego końca. „


Skoki narciarskie były dla mnie czymś absurdalnym, niezrozumiałym. To pewnie dlatego, że  nigdy nie miałam odwagi walczyć o swoje marzenia, bałam się ryzyka.  Z jednej  strony czułam podziw do skoczków narciarskich, ale z drugiej nie rozumiałam jak można ryzykować życie, dla chwili przyjemności. Dla lotu trwającego zaledwie sześć sekund, a mogącego skończyć się upadkiem i kalectwem do końca życia. Czy ja jestem tchórzem, czy to oni są szaleńcami?  


Z zaciekawieniem przyglądałam się kolejnym zawodnikom oddającym swój skok. Zastanawiałam się co oni odczuwają siedząc na belce, wybijając się z progu, czując gdy wiatr buja ich w locie czy podczas zachwianie przy lądowaniu. Jest to strach, czy to codzienność, której tak dzielnie stawiają czoła?
Odwróciłam się w stronę Kamila, mojego przyjaciela, który od lat jeździ na skoki jako służba medyczna. Dzięki niemu tu jestem, to właśnie on zaproponował mi współpracę gdy zdałam egzamin na ratownika narciarskiego.
- Nie rozumiem ich.
- Kolejne filozoficzne pytania Pani Aleksandry? – Zaśmiał się, za co dostał kuksańca w bok.
- Przestań. Po prostu jestem ciekawa, dlaczego oni to robią? Nie boją się? To jest dziwne.. – Dodałam zrezygnowana. Nie umiałam poradzić sobie z czymś, czego nie mogłam pojąć.  W pewnym sensie zaczęło mnie to fascynować. Chciałabym poznać ich lepiej. Podejść do tego od psychologicznego punktu widzenia. Spróbować to zrozumieć.
- Te bo myślicielem zostaniesz! Chodź się napić czegoś ciepłego, bo zamarzniesz. – Kamil wybudził mnie z pewnego transu. Dopiero teraz zorientowałam, że pierwszy trening dobiegł końca. Miałam dziesięciominutową przerwę. Zaśmiałam się cicho i ruszyłam za nim prosto do ciepłego namiotu. Czułam zapach malinowej herbaty i to przeszywającego ciepło. W środku było sporo ludzi, parę skoczków, dziennikarze i nieznani mi ludzie. Poszłam za Kamilem do reszty ratowników. Byłam tam jedyną dziewczyną, ale jakoś szczególnie mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, czułam się dobrze w ich towarzystwie. Dorwałam się do herbaty. Przysłuchując się ich komicznym rozmową, co chwilkę wybuchałam śmiechem.
- Olka, powiem Ci, że w tej kurteczce Ci do twarzy. Wyglądasz jak mała, słodka panda- Dowalił Kuba, a oni zaczęli się ze mnie śmiać. Spojrzałam na niego z pogardą.
- Wole wyglądać jak panda niż jak pączek w maśle– Odwróciłam się i poczułam, jak na coś wpadam, a pusty kubek wypada mi z ręki.
- No cholera jasna czy ty naprawdę nie potrafisz normalnie chodzić?! Kupić Ci okulary?! – Wydarłam się na nieznanego chłopaka w kombinezonie.
- Przepraszam Aniele- Usłyszałam po angielsku. Momentalnie poczułam lekkie zażenowanie. Wydarłam się po polsku na zagranicznego skoczka, za to, że na niego wpadłam. Bardzo logiczne.  Usłyszawszy śmiechy kolegów zawstydziłam się jeszcze bardziej. Bez słowa opuściłam głowę i odeszłam szybkim krokiem. Czym prędzej opuściłam  namiot . Było strasznie zimno, ale nie miałam zamiaru wracać, po tej całej dziwnej sytuacji. A do drugiego treningu zostało mi jeszcze jakieś pięć minut. Wolałam już nigdzie sama nie chodzić, dlatego wróciłam z powrotem na miejsce dla służby medycznej. Usiadłam na ławeczce i spoglądałam w górę skoczni. Była piękna, taka magiczna, niesamowita. Kryła w sobie wiele nieokreślonych uczuć, a przede wszystkim tą tajemniczość. Chyba powoli mogłam śmieć stwierdzić, że zaczynam rozumieć miłość ludzi do tego sportu.
- Magiczna jest, prawda? – Spojrzałam na uśmiechniętego chłopaka, który usiadł obok mnie.
- To nie pojęte jak bardzo. – Zachwycałam się.
- Tu jest tak pięknie. Wszyscy zawsze chwalili Zakopane, nie rozumiałam dlaczego, dopiero rok temu zakochałem się w tym magicznym miejscu, w polskich kibicach, w tej atmosferze. Magia, po prostu magia.
- Strasznie miło słyszeć to co mówisz, ale nie wiem co na to Ci odpowiedzieć, na skokach jestem pierwszy raz.  – Ściszyłam głos.
- Naprawdę? Dziwne gdy Cie zobaczyłem, myślałem, że od lat oglądasz skoki narciarskie, byłaś taka zapatrzona w nią. – Wskazał głową na Wielką Krokiew.
- Haha. Tak szczerze to niewiele o tym sporcie wiem, jedynie tyle co mi przyjaciółki opowiadają i gdy byłam mniejsza dosyć często je oglądam. W późniejszych latach jakoś brakowało mi czasu, miałam trochę inne zajęcia. Teraz, gdy już tu jestem, zastanawiam się za co ludzie kochają skoki narciarskie, za co wy to kochacie?
- Niewiele wiesz powiadasz. Hmm myślę, że da się coś z tym zrobić. Co Ty na to, abyśmy jutro gdzieś wyskoczyli? Wszystko bym Ci opowiedział. – Puścił mi oczko, a ja się szczerze uśmiechnęłam.
- Super, czemu by nie! ;)
- Cieszę się, że Ci się podoba. A tak w ogóle to kompletnie zapominałem, jestem Karl.  – Podał mi rękę.
- Miło mi, a ja Ola – Uśmiechnęłam się. Wydawał się bardzo sympatyczny. A do tego w końcu może znalazłabym odpowiedź na pytania, które mnie nurtowały. Może ta praca wcale nie jest taka zła?
- Karl! Chodź szybko już się… Eee - Przerwał ktoś w połowie zdania, odwróciłam głowę i dostrzegłam „chłopaka z namiotu”.
- No już idę. Trzymaj się Ola i do zobaczenia jutro.  – Ruszył szybko w stronę swoich nart.
- Do jutra – Odpowiedziałam. Wstałam z miejsca i spojrzałam na wpatrującego się w mnie blondyna.
- Przepraszam.. – Szepnęłam w jego stronę.
- Nie masz za co Aniele. – Odpowiedział również cicho i rozeszliśmy się.  Czułam przez chwilkę dreszcze na całym ciele. To było dziwne uczucie. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i napisałam sms-a  do Nikoli i Olgi.

„ Wysoki, ciemny blondyn, niebieskie oczy, z Niemiec. Kolega Karla. Kto to?”  - Oczekując odpowiedzi, schowałam telefon do kieszeni i spojrzałam w górę skoczni. Czułam się taka obca. Mogłam jednak posłuchać przyjaciółek i zgodzić się aby opowiedziały mi coś o tym sporcie. W końcu miałam jeździć na skoki jako ratownik przez te parę miesięcy. Brakowało mi ich, na szczęście za miesiąc dojdą do nas, na razie są w połowie egzaminów.  Poczułam wibracje w kieszeni, uśmiechnęłam się mimowolnie. Nie chciałam wyciągać na razie telefonu. Upajałam się jego głosem, zapisanym w mojej pamięci.




****
No to pierwszy rozdział za nami. Jak się podoba? Czekam na szczere opinię w komentarzach.
Pozdrawiam ;)

Tak na początek.. ;)

Hej jestem Ola, mam 16 lat :)
Na tym blogu będę pisała opowiadanie związane ze skokami narciarskimi. Od razu uprzedzam, nie będzie ono długie do 20 rozdziałów.  Postaram się je dodawać co  tydzień, albo dwa. Zależeć to będzie od weny i czasu.
Pozdrawiam ;)