sobota, 4 kwietnia 2015

4. Nieobliczalny Wellinger

- MATKO! NICOLE!!!!! CO TY TUTAJ ROBISZ?! – Rzuciłam się na nią.
- Wiedziałam, że tęskniłaś!
-  Nie mogę w to uwierzyć! Jasne, że tęskniłam kretynie! Mów mi lepiej co Ty tutaj robisz?! – Byłam w szoku. Była chyba ostatnią osobą, której się tutaj spodziewałam.
 - A więc słuchaj tej pasjonującej historii! Po pierwsze kiedy pisałaś o Wellingerze, spodziewałam się, że pojawią się jakieś kłopoty, bo przecież nie masz pojęcia jak nazywają się skoczkowie no i nie umiesz niemieckiego, więc musiałam interweniować i przyjechałam na ratunek!
- Co..I to tylko dlatego?! - Zaśmiałam się
- W pewnym sensie, ale słuchaj dalej, po drugie to.. Niemiecka kadra poszukiwała fotografa, ale takiego ich osobistego. Wiesz chodziło im o to, żeby ta osoba dysponowała czasem i mogła jeździć razem z nimi na wszelkie zawody, robić zdjęcia i wrzucać je na ich stronę.. No i najlepsze… Wysłałam im zdjęcia jakie robiłam na wcześniejszych zawodach i potwierdzenie, że studiuję fotografie i.. Wybrali mnie! A studia mi  to wszystko będą sponsorować . Mam ten staż na rok!
- No co ty gadasz! Matko jak się cieszę! – Wydarłam się i przytuliłam ją z całej siły. Tak bardzo się cieszyłam. Znałyśmy się od dziecka i byłyśmy do siebie nadzwyczaj podobne z wyglądu jak i charakteru. Chociaż wybrałyśmy inne kierunki studiów i każda z nas teraz mieszka gdzie indziej to utrzymywałyśmy ze sobą kontakt. A teraz miałyśmy spędzić rok jeżdżąc na zwody, ja jako ratownik, a ona jako fotograf.
- Jestem tu dopiero parę minut, a już nas ze sobą pomylili – Spojrzała na aparat w moich rękach.
-  Aha.. Czy ten koleś myślał, że ja to Ty dlatego dał mi ten aparat?
- Jak mówił po niemiecku to na to wygląda. A tak w ogóle to pewnie był Schuster, jeszcze dużo musisz się nauczyć moja droga! – Wybuchłyśmy śmiechem.  Tak bardzo mi jej brakowało. 

*

Po zawodach poszłyśmy prosto do mojego domu. Oczywiście całą drogę przegadałyśmy, jakbyśmy się nie widziały od wieków. To było czasem takie dziwne. Nawet jak mieszkałyśmy w tym samym mieście i cały czas byłyśmy ze sobą w kontakcie, to zawsze jak się spotykałyśmy nie mogłyśmy skończyć rozmawiać. Tematów było coraz więcej, a czasu coraz mniej. Tyle się działo w tym dniu, że kompletnie zapomniałam zapytać, gdzie Nicole ma swoje walizki, dopiero przypomniało mi się to przed samymi drzwiami.
- A tak w ogóle Niko, gdzie Ty masz swoje torby?
- Otwórz drzwi, a się przekonasz. – Zaczęła się śmiać. Spojrzałam na nią pytająco i czym prędzej otworzyłam drzwi. Ukazał nam  się cały przedpokój w walizkach, reklamówkach i torebkach.
- Jak Ty..  To zrobiłaś?!
- Jak mieszkałaś jeszcze w Wilkowicach, to zawsze chowałyśmy zapasowe klucze w nasze tajne miejsce, pamiętasz? Tak strzelałam, że dalej to robisz.
- Jak Ty dobrze mnie znasz! – Zaczęłyśmy się śmiać.  Tak ogromnie się cieszyłam, że jest przy mnie. Przecież to chyba najlepsze co może spotkać człowieka, przeżywać wspaniałe chwile spełniając marzenia i mieć przy sobie swojego najlepszego przyjaciela. To jak trafić szóstkę w totku. Byłam w tym momencie najszczęśliwszą osobą na świecie. Pokazałam Nicole pokój, w którym miała spać i przeniosłyśmy tam jej torby. Nie powiem, trochę nam to zajęło. Wróciłyśmy do salonu i rozsiadłyśmy się na kanapie. Usłyszałam jak telefon mi dzwoni, wyciągnęłam go z kieszeni i gdy zobaczyłam, że to Karl szybko odebrałam.
- Cześć, co jest?
- Cześć Ola! Słuchaj jest sprawa. Robimy imprezę dzisiaj w Morskim, taką wiesz pożegnalno-powitalną. Nie pytaj, później Ci wytłumaczę. Wpadniecie z Nicole?
- No jasne, że tak. Na którą mamy być? – Zaśmiałam się.
- Na 22, wyrobicie się? – Wyczułam po jego głosie, ze się uśmiecha.
- Nie no wiesz 3 godziny to stanowczo za mało czasu.
- Wiedziałem!
- Nie no. Pewnie, że wpadniemy, zadzwonię jak będziemy przed wejściem.
- I tak się spóźnicie. Jasne, to do zobaczenia.
- Weź przestań. Pa. – Rozłączyłam się i mimowolnie uśmiechnęłam. Lubiłam Karla coraz bardziej. Tak dobrze rozumieliśmy.
- I co jest? Co chciał Geiger?
- Zostałyśmy zaproszone na imprezę z tymi kretynami. O 22 w Morskim. – Pisnęłam i zaczęłam przerzucać rzeczy swoje rzeczy.
- Ola..
- Spodnie czy spódniczka?
- Ola..
- Tak spodnie będą lepsze, dzięki.
- OLA!
- Ale co na górę? Może być to?
- OLKA! KUŹWA! – Aż podskoczyłam. Wszystkie ubrania które trzymałam w rękach upadły na ziemie.
- No co jest? Wystraszyłam się. Jak Ci ta bluzka nie odpowiada to mogłaś powiedzieć, a nie krzyczeć.
- Nie o to chodzi. Czy ja naprawdę w tym domu jestem tylko jedyną osobą myślącą?
- Ale o co Ci chodzi?- Spojrzałam na nią zaskoczona.
- Nie zapomniałaś o czymś?
- ?
- W..
-??
- Well..
- Wellinger! O cholera jasna! – Spojrzałam na zegarek. Miałam tylko godzinę. Zaczęłam szybko przerzucać różne ubrania. Kompletnie zapomniałam, że się z nim umówiłam.
- Brawo geniuszu! Zadzwoń do Karla i powiedz mu, że idziesz z Wellingerem i nie wiem, że później dojdziecie.
- W sumie to chyba powinnam tak zrobić. Ale z drugiej strony Karl powinien wiedzieć, że ja idę z Wellingerem. W końcu się przyjaźnią. Czyli skoro on mu tego nie powiedział, to może po prostu nie chciał tego robić?
- No tak masz rację. To zróbmy tak, zadzwonię do Karla i powiem, że  musiałaś coś tam załatwić, bo Ci się dopiero teraz przypomniało, a później do nas dołączysz?
- Trochę boje się zostawić Ciebie z gromadka chłopaków..
- A ja Ciebie z nieobliczalnym Wellingerem.- Wybuchłyśmy śmiechem.  Jeszcze chwilę o tym rozmawiałyśmy i poszłam szybko wziąć prysznic. Długo zastanawiałam się nad tym co ubrać. W końcu postanowiłam na luźny strój i mocny makijaż. I tak później musiałam wrócić do pokoju się przebrać, to chociaż nie chciałam marnować czasu na makijaż. Wzięłam telefon i wyszłam z domu żegnając się z Nicole. Nie przejmowałam się tym o czym będę rozmawiać z Wellingerem. Wiedziałam, że nawet w ciszy czujemy się dobrze w swoim towarzystwie. Przy nim odkrywałam swoje drugie „ja”. Byliśmy tacy sami i oboje to czuliśmy. Nasze mocne charaktery miękły. Wyciszaliśmy się, szukając odpowiedzi na nurtujące nas pytania, na których zastanowienie wcześniej nie mieliśmy czasu. Próbowaliśmy poznać świat na nowo. Z tej drugiej strony. Wiem też, że w jego życiu wydarzyło się coś , co zmieniło go i to właśnie ta zmiana to jest jego „drugie ja”. Dokładnie tak samo jak u mnie. Byłam pewna też, że w końcu się na siebie bardziej otworzymy.

*
Godz. 20:00 :

Widziałam jego sylwetkę już z daleka. Wszędzie bym go poznała. Mimowolnie się uśmiechnęłam i opuściłam wzrok na ziemie. Upajałam się ciszą. Nie słyszałam nic oprócz swojego oddechu i przyjemnie skrzypiącego śniegu spod moich nóg. Cieszyłam się każdym kolejnym krokiem, który mnie do niego zbliżał.
- Wow. Nie spóźniłaś się. –Uśmiechnął się na powitanie.
- A wyglądam na taką co się spóźnia? – Odpowiedziałam uśmiechem.
- Tylko troszeczkę.- Zaczęłam się śmiać. Wyciągnął rękę w moją stronę. Bez zastanowienie złapałam ją.
- To.. Gdzie idziemy?
- Niespodzianka. – O nic więcej nie pytałam. Przeszliśmy kawałek. Stanął i odwrócił mnie w swoją stronę patrząc mi prosto w oczy.
- Ufasz mi?
- Oczywiście – Odpowiedziałam od razu. Uśmiechnął się i  zawiązał mi chustkę na oczach. To było trochę dziwne. Moje zachowanie przy nim mnie przerażało. Normalnie, to bym nie pozwoliła na taki ruch nieznajomemu chłopakowi . Szliśmy gdzieś przed siebie, może robiliśmy kółko? Nie wiem, ale trochę długo to trwało. Szliśmy w ciszy. O nic nie pytałam, on o niczym nie mówił. Poczułam jego ręce na swojej tali i po chwili nogi oderwały mi się od ziemi.
- Co Ty robisz? – Powiedziałam lekko przerażona.
- Zaufaj mi.- Posadził mnie gdzieś , przypiął czymś na rodzaj pasów i gdzieś jechaliśmy. Gorzej jak mnie gdzieś wywiezie. Trochę się bałam, wcześniej byłam pewna , że mu ufam i że jestem bezpieczna, ale teraz się po prostu bałam. Wysiedliśmy. Wziął mnie na ręce i niósł gdzieś. Niczym w jakimś horrorze. Wbiłam mu paznokcie w rękę, którą cały czas trzymałam. Znowu wylądowałam na ziemi. Przeszliśmy kawałek i znowu stanęliśmy. Już mnie to dręczyło. Przecież mu ufam, nic mi nie zrobi, a może jednak.. Nie, nie on. On mi nic nie zrobi. Ufam mu, tak, ufam. Przyciągnął mnie do siebie  tak, że plecami opierałam się o jego tors. Położył ręce na mojej tali, a głowę na ramieniu.
- Gotowa? – Szepnął zaraz przy moim uchu. Gęsia skórka przeszła mi po ciele.
- Jak nigdy. – Rękami przejechał wzdłuż tali i podniósł mi ręce kierując je w bok. Ściągnął chustkę i przyciągnął jeszcze mocniej do siebie. Oniemiałam. Staliśmy na szczycie skoczni. Widok był nie do opisania, było widać oświetlone całe miasto. Obraz jak z bajki.
- Jest tu tak pięknie.. Czuję się..
- Jakbyś latała? Jakbyś była Aniołem? – Szepnął.
- Dokładnie. Dziękuję – Przegryzałam wargę i odwróciłam się przytulając się do niego.
- Poczekaj. – Odwrócił mnie i ustawił moje ręce w tej samej pozycji jak wcześniej. Niczym w znanej scenie z Titanica.
- Nauczę Cię jak żyć. Nauczę Cię latać. Zostałaś za wiele razy zraniona i straciłaś skrzydła, ja Ci je oddaje. Spójrz to wszystko, jest Twoje. Latasz, unosisz się nad tym wszystkim. Pokonałaś strach, zaufałaś mi. Specjalnie zabrałem Cię dłuższą drogą, wokół COS-u, żebyś nie wiedziała gdzie idziemy. A Ty tylko raz zapytałaś się co ja robię. Zaufałaś mi. Odważyłaś się. Skoro odważyłaś się to zrobić, to odważ się żyć. Żyć tak jak wcześniej. Jestem twoim stróżem, a Ty jesteś moim Aniołem. Ja Cię na nowo uczę latać, a Ty mi pomagasz odnaleźć się w ty zakłamanym świecie. – Wsłuchiwałam w jego głos, a łzy zaczęły napływać mi  do oczu. Szybko to opanowałam i odwróciłam się w jego stronę. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Czułam się tak lekko, jak prawdziwy anioł. To było coś dziwnego, ale naszego. To było coś magicznego. Zaczęliśmy zbliżać się do siebie. Przymknęłam oczy, czułam tą bliskość, wiedziałam, że zaraz nasze usta spotkają się w pocałunku. Zadzwonił telefon. Szybko odsunęliśmy się od siebie.
- Dziękuję.. I przepraszam. – spojrzałam skruszona na telefon i odebrałam widząc, że to dzwoni Nicole.
- Co jest?
- Ola! Nie przeszkadzam?
- Nie skądże. – Powiedziałam zaciskając zęby.
- A to dobrze… Zaraz, czy to był sarkazm? No mniejsza, później o tym pogadamy, bo to jest ważne. Dowiedziałam się przed chwilą jaki jest skład Polski na najbliższe zawody.. I musisz to wiedzieć.
- Co się stało? – Zapytałam niepewnie.
- Kuba… Kuba jest w składzie – Powiedziała jednym tchem.

- Zaraz będę. – Poczułam jak łzy mi napływają do oczu i szybko się rozłączyłam. 

*
Znowu przepraszam, że tak długo. W ogóle mi się nie podoba. Następne będę lepsze. Obiecuję.. 
A w między czasie łap Nicole prezent na Święta. Przepraszam, że nie jest najlepszy, ale starałam się.. 
Pozdrawiam. :)

piątek, 6 lutego 2015

3. -Ja nie umiem mówić po niemiecku…

„Każde głębsze uczucie prowadzi do cierpienia. Miłość bez cierpienia nie jest miłością.”

- On jest.. inny.
- Po prostu dziwny. – Zaśmiała się Olga.
- Nie, nie jest dziwny. On jest magiczny. – Zamyśliłam się. Ta nadzwyczajność prowadziła do tego, że nie mogłam przestać  o nim myśleć. Zastanawiało mnie jego inne zachowanie i podejście do życia. Czułam, że jesteśmy do siebie podobni, ale jednak inni. On nie boi się żyć, nie boi się latać, co jest całkowitym przeciwieństwem do mnie. Ciekawe czy sam się tego nauczył, czy ktoś mu  z tym pomógł? Lub nad zwyczajniej życie zostało jego nauczycielem.  Przecież jesteśmy bezbronni wobec losu, jesteśmy ofiarami czasu i własnych uczuć. Myślę, że w jego przypadku było inaczej, nie był zwyczajnym człowiekiem, był Aniołem. Codziennie łamał wszystkie teorie, że człowiek nie może latać, więc dlaczego miałby być bezbronny przed losem? Właśnie ta waleczność i odwaga pokazała mu jak żyć.
- Ktoś tu się chyba zakochał.
- Przecież miłość nie istnieje.
- Jedyne co nie istnieje to powód do miłości, bo kocha się za nic. –Podniosłam się i zmieniłam pozycję tak, żeby widzieć Olgę dokładnie. To co mówiła, było takie prawdziwe. Ale nie adekwatne do moich uczuć, ja go nie kochałam.
- I tak nic do niego czuje. Po prostu mnie intryguje… Zresztą mniejsza o to, ale powiedz mi jeszcze raz, gdzie jest Nicole? 
- Musiała coś załatwić, nic się nie martw.  –Uśmiechnęła się delikatnie. Spojrzałam na zegarek , miałam jeszcze trochę czasu, ale postanowiłam szybciej się  zacząć zbierać, żeby znowu się nie spóźnić.
- Dobra Olga, ja już muszę iść, pozdrów Nicole. Trzymaj się! Pa!
- Jasne, buziaki młoda, pa. – Wyłączyłam komputer i poszłam się przebrać.

*

Chodziliśmy nie szukając się, ale wiedząc, że chodzimy po to, żeby się znaleźć.

Na szczęście się nie spóźniłam. Stojąc pod skocznią po raz kolejny nie mogłam powstrzymać się od zachwytu. Sektory przepełnione ludźmi, głośna muzyka, śpiewy, tańce, trąbki, pełno flag, pełno..wszystkiego i wszystkich. Mimo tak ogromnych tłumów czułam się tu dobrze i wcale ten hałas mi się przeszkadzał. Wręcz przeciwnie. Wszystko było pod kontrolą, magiczną nicią przeszyte i dopięte na ostatni guzik. Aż dziwne, że bez problemu można zapanować nad tak dużą ilością ludzi. Przecież tyle osób musi nad tym dbać. A tu jest tak niesamowicie. Ciekawie jest to, że miłość do sportu może zbliżyć ludzi tak do siebie. A skoki narciarskie jak widać, to sport wyjątkowy, niepowtarzalny.. Raz do roku właśnie tutaj w Zakopanem Polscy kibice łączą się w jedną wielką rodzinę i wspierają naszych zawodników, dmuchając im pod narty i oczekując jak najlepszych wyników. To wszystko jest takie trochę dziwne, nie logiczne, a zarazem piękne. Może w tym wszystkim właśnie o to chodzi? Aby nie zwracać uwagi na logikę tylko patrzeć na to sercem? 

Mimo, że byłam tutaj w pracy i musiałam być cały czas skupiona i gotowa na wszelki ewentualności, to świetnie się bawiłam. Podskakiwałam w rytm muzyki ze znajomymi i innymi kibicami. Za każdym razem szczególną uwagę zwracałam na dwa nazwiska: Geiger i Wellinger. To przy nich ściskałam mocno kciuki i prosiłam o dalekie skoki, ale przede wszystkim bezpieczne.  Dalej podtrzymywałam teorie  o tym, że najważniejsze jest zdrowie, a nie wyniki. Choć jak się już przekonałam dla skoczków liczą się tylko rezultaty i przyjemność z lotu. Ale z drugiej strony w ich zdaniu jest garstka prawy. Dzięki własnej odwadze i zawziętości są w stanie coś osiągnąć w życiu. Nawet jeżeli nie wygrywają to sama satysfakcja, że robią coś na co większość ludzi nie ma po prostu odwagi. Gdyby te największe sławy w skokach narciarskich bałyby się, że coś im się stanie to by nie skakali i nie osiągnęli tego co mają. Ciekawe ilu utalentowanych zawodników zrezygnowało właśnie przez swój strach? 

W przerwie między seriami poszłam do namiotu się czegoś gorącego napić, bo szczerze to przemarzłam na tej skoczni. Stanęłam w ogromnej kolejce ludzi, było mi strasznie zimno, ale dobrze wiedziałam, że za nim przyjdzie moje kolej, to minie sporo czasu. Przeskakiwałam z nogi na nogę żeby chociaż trochę się ocieplić, gdy poczułam jak ktoś delikatnie szturcha ramie. Dobrze wiedziałam kto stoi za mną. Powoli się odwróciłam i spojrzałam w jego oczy. Po raz kolejny się nie pomyliłam.
- Trzymaj, bo zamarzniesz. – Podał mi do ręki kubek z gorącą herbatą.
- Od kiedy Ty się o mnie martwisz Andreasie? Dziękuję. –Uśmiechnęłam się. Byłam pozytywnie zaskoczona jego gestem.
 - Spacer wieczorem? – Mówił to tak spokojnie, patrząc bez żadnego oporu prosto w moje oczy.
- Jasne. – Wypaliłam bez większego zastanowienia. Wiedziałam, że przy nim traciłam kontrolę, możliwość racjonalnego myślenia, jednak w tym momencie mi to w ogóle nie przeszkadzało.  Mówił krótkimi, pozornie racjonalnymi zdaniami. Ale za każdym razem słowa wypowiadane z jego ust, miały w sobie coś magicznego, coś co mnie tak bardzo intrygowało, coś nad czym musiałam dłużej myśleć.
- O 20 pod skocznią?
- Tak, do zobaczenia. – Posłał mi  ostatni raz uśmiech i odszedł.
Oparłam się o ścianę i upajałam się zapachem zielonej herbaty z malinami. Skąd wiedział, że taką lubię najbardziej? Smakuje ona o wiele lepiej gdy jest pełna uczuć, których jeszcze nie zdążyłam poznać. Zwróciłam uwagę na wysokiego mężczyznę w pomarańczowej kurtce, dokładnie takiej samej, jakie mieli na sobie Wellinger i Geiger,  szedł on w moją stronę. Zaczął mówić coś w niezrozumiałym dla mnie języku niemieckim. Zamilknął na chwilkę, zorientowałam się, że o coś mnie zapytał.
-Ja…
- Danke! – Wcisnął mi aparat do ręki i odszedł z uśmiechem na twarzy.
-Ja nie umiem mówić po niemiecku... – Dodałam już ciszej lekko zażenowana. Nie no każdemu może się zapomnieć, że „ja” to oznacza „tak”, to całkiem normalne przecież. Stałam jeszcze chwilę w miejscu zastanawiając się co zrobić. Teraz wszystko wychodzi. Nie potrzebnie rzuciłam niemiecki i poświęciłam się tylko i wyłącznie angielskiemu i hiszpańskiemu. I co ja teraz mam zrobić? Jakiś nieznany mi facet o coś mnie pytał i wcisnął mi swój aparat. Sprzedam go na allegro i będę milionerką, na bank. Po chwili ogarnął mnie lekki strach, a myśli miałam dziwne, od tego, że może mam mu przypilnować  lub że jest złodziejem i dał mi swój łup, a zaraz wpadnie tutaj FBI i trafie za kratki.
- Bu!- Usłyszałam obok swojego ucha. Podskoczyłam. Nie no super kto znowu… Szybko się odwróciłam i oniemiałam.

- MATKO! NICOLE!!!!! CO TY TUTAJ ROBISZ?! 


*
No to trójeczka! Przepraszam, że tak późno, ale jakoś nie miałam do tego głowy, ale spokojnie nadrobię! ;) Mam nadzieję,że ktoś to w ogóle czyta. :D Choć przyznam szczerzę, że w ogóle mi nie wyszedł, ani trochę mi się nie podoba..Trochę tajemniczy, ale spokojnie później wszystko się wyjaśni.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

2. Nauczę Cię latać. Latać we własnym życiu. Pokaże Ci jak żyć...

„Są tacy, którzy uciekają od cierpienia miłości. Kochali, zawiedli się i nie chcą już nikogo kochać, nikomu służyć, nikomu pomagać. Taka samotność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego życia. Zamyka się w sobie.”


Usiadłam na parapecie i spoglądałam w góry. Kochałam Zakopane. Było takim moim małym, innym światem. Miejscem, w którym zawsze widziałam ucieczkę od rzeczywistości.  Byłam tchórzem. Bałam się przeszłości, nie lubiłam patrzeć wstecz. Wracałam do niej jedynie w najgorszych koszmarach. Teraźniejszość i przyszłość nie wydawała mi się, aż takie straszne. Próbowałam wyobrazić sobie swoje nowe, szczęśliwe życie.  Jednak bałam się tego, bałam się życia. Pewnie dlatego idąc liceum bez zastanowienia  wybrałam Zakopane. Nie byłam Góralką, pochodziłam z Śląska, a właściwie Wilkowic. Jednakże wydarzenia z przeszłości nie pozwoliły mi tam pozostać. Do Wilkowic wracałam gdy brakowało mi rodziny i przyjaciółek i oczywiście na przeróżne święta czy uroczystości. W Zakopanem miałam wynajęte mieszkanie. Tutaj czułam się najlepiej. Mieszkałam sama, zawsze lubiłam samotność i tą ciszę, nie przeszkadzała mi. Jednak za każdym razem gdy pojawiały się nowe problemy zaczynałam tęsknic za tą małą wsią, rodziną i przyjaciółkami. I to właśnie była moja największa wada. Nigdy nie potrafiłam stwierdzić, czego tak naprawdę chcę. Czego oczekuję od życia. Zawsze dwie sprzeczne sobie rzeczy były dla mnie jednocześnie ważne. Bezsensowne..


Przymknęłam oczy i zacisnęłam ręce na kubku. Upajałam się zapachem gorącej czekolady.  Myślami wracałam do wczorajszego dnia, pełnego dziwnych emocji. Za godzinę miałam się spotkać z Karlem, a miałam jeszcze tyle do zrobienia.  Niechętnie pozbierałam się z parapetu i wróciłam przed szafę. Przerzucałam ubrania z jednej strony na drugą. Kompletnie nie wiedziałam co mam ubrać. Czyli odwieczny dylemat każdej kobiety. W końcu coś wybrałam i poszłam w stronę łazienki. Po czterdziestu minutach byłam prawie gotowa. Spryskałam się swoimi ulubionymi perfumami , po czym stanęłam przed lustrem. Mimowolnie uśmiech pojawił mi się na twarzy. Rozpuściłam długie, brązowe włosy. Przeczesałam je i byłam gotowa. Narzuciłam kurtkę, buty , czapkę  oraz rękawiczki. Ostatni raz zerknęłam w lustro i wyszłam z domu. Poczułam jak zimny wiatr uderza w moje ciało, a świeże górskie powietrze zapełniła mi płuca. Mijałam mnóstwo kibiców  w czapkach, szalikach czy z flagami w barwach różnych narodów. Zaczęłam zastanawiać się co czują skoczkowie, widząc tych wszystkich kibiców. Są szczęśliwi, że mają tylu fanów, czy może jednak im to przeszkadza? Ciekawe jakie to jest uczucie, gdy tyle ludzi na Ciebie liczy, a Ty siedzisz tam na górze i patrzysz na to wszystko. Co wtedy dzieję się w Twojej głowie? Myśląc nad tym wyciągnęłam telefon i spojrzałam na zegarek.


- Cholera, dlaczego, zawsze muszę się spóźniać? – Szepnęłam do siebie po czym puściłam się biegiem w stronę Krupówek. Bieg przerwał mi dzwoniący telefon. Zerknęłam na niego i dostrzegłam, że na  ekranie widnieje duży napis: Karl. Od razu odebrałam.
- Ja zaraz będę!
- No ja zaraz będę! – Krzyknęliśmy jednocześnie. Stanęłam w miejscu wybuchając śmiechem.
- Jacy my podobni do siebie jesteśmy.. – Usłyszałam jego śmiech w telefonie. Spojrzałam w ziemie i szczerze się uśmiechnęłam.
- Jak widzę to nie tylko ja się spóźniam. Do zobaczenia za chwilkę… Kto ostatni ten stawia czekoladę!- Rozłączyłam się i pobiegłam w umówione miejsce. Dobiegłam jako pierwsza. Ledwo żywa podparłam się o murek i próbowałam złapać oddech. Mogłam jednak ćwiczyć na tym wf..
- Ola! – Nie musiałam długo czekać, już po chwili usłyszałam jego głos. Odwróciłam się. Biegł w moją stronę, wystawiłam mu język ciesząc się z wygranej. Karl chciał chyba wykonać jakiś dziwny ruch, ewentualnie po prostu się pośliznął i wylądował twarzą w zaspie.
- Dopiero co tu przyszedłeś i już potrzebujesz mojej pomocy? – Powstrzymywałam się od śmiechu i ruszyłam w jego stronę. Jednak szybko się podniósł i  lekko zawstydzony przytulił mnie na przywitanie.
- Widzisz jak ty na mnie działasz. – Zaśmiał się.
-  Bo się jeszcze zabijesz..
- Taka pani ratownik nie pozwoli mi zginąć!
- Nic bardziej sprzecznego. To gdzie idziemy?
- Może tam? – Skierował ręką na jedną z kawiarni.
- Okej - Ruszyliśmy w tamtą stronę. Przez cały czas śmialiśmy się i rozmawialiśmy tak naprawdę o wszystkim. Jakbyśmy się znali od bardzo dawna. Mimo, że nic o nim nie wiedziałam, czułam się dobrze w jego towarzystwie.  Jakby był moim przyjacielem od bardzo dawna. Złożyliśmy zamówienia i wróciliśmy do wcześniejszej rozmowy.
- Nie boisz się?
- Czego mam się bać? – Przyglądał mi się uważnie.
- Skakać.
- Nie… To jakbyś bała się oddychać. Gdy nie skaczę, nie oddycham, powoli umieram. Brakuje mi tlenu, to jest jak narkotyk, a ja jestem starym narkomanem. – Uśmiech wymalował mi się na twarzy. Czułam, że rozumiemy się znakomicie.
- To jest dziwne. Ryzykujesz tak wiele. Nie boisz się, że kiedyś stracisz wszystko właśnie przez swój „nałóg”?
- Gdy robisz to co kochasz i ból staję się przyjemnością. Wtedy niczego się nie boisz. Jedynie możesz być dumny, że osiągnąłeś właśnie coś, czego inni nie mieli odwagi zrobić. Nie masz czegoś takiego co jest dla Ciebie czymś wyjątkowym, czymś dla czego warto żyć i chcesz ryzykować?
- Raczej nie. Boje się ryzyka, boje się życia – Nerwowo zaczęłam mieszać łyżeczką w filiżance. Załapał mnie mocno za rękę. Nie odzywaliśmy się do siebie dopóki nie spojrzałam na niego.
- Nauczę Cię latać. Latać we własnym życiu. Pokaże Ci jak żyć. – Pierwszy raz poczułam takie bezpieczeństwo w drugiej osobie. Puściłam jego rękę i skierowałam szczery uśmiech w jego stronę. Był inny, wyjątkowy.
- Dziękuje – Szepnęłam prawie niedosłyszalnie. 
- Wiesz zdaję mi się, że powinnaś bliżej poznać moja kadrę. Chyba da Ci to większy obraz na to wszystko. Zrozumiałabyś co mam na myśli, mówiąc wiele rzeczy.
- Boję się ich. – Przegryzłam wargę i myślami wróciłam do ciemnego blondyna, niejakiego Andreasa Wellingera, który wczoraj przykuł moją uwagę. On i Geiger byli tacy zupełnie inni. Ciągnęło mnie coś do tego aby ich poznać lepiej, mimo, że tak bardzo się bałam.  Nie przeszkadzało mi to, że  byli z innego kraju, wręcz przeciwnie, fascynowało mnie to.
- Nie gryzą. Znaczy jedynie mogą się pogryźć o Ciebie-  Zaśmiałam się i rzuciłam w niego serwetką.
- Żartowniś się znalazł – Wstaliśmy z miejsca i ruszyliśmy w stronę wyjścia, śmiejąc się i popychając jak małe dzieci. Pierwszy raz od dawna szczerze się uśmiechałam.
- Widzimy się za dwie godziny na skoczni? – Zapytał patrząc na mnie uważnie.
- Pewnie, do zobaczenia i udanego treningu.
- Dziękuje – Przytuliliśmy się i odeszliśmy w różne strony. Powoli zaczynałam wierzyć, że wszystko się ustabilizuje, że może  w końcu będzie dobrze. Nareszcie będę szczęśliwa. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to szczęście uzyskam raniąc jedną z ważnych dla mnie osób.
Wracałam wolnym krokiem do domu. Przyglądałam się ośnieżonym drzewom, które wyglądały jak z bajki. Coraz więcej ludzi szło w stronę skoczni. Z tego co widziałam wielu już stało przy wejściu na sektor aby zająć jak najlepsze miejsce. To się nazywa pasja, skok w życie. Z trudem przedostałam się przez ten tłum ludzi i dotarłam do domu. Gdy weszłam do środka z dziwnym wyczuciem czasu zadzwonił do mnie Kamil.
- Hej Olka. Spotkajmy się pod skocznią trzydzieści minut przed seria próbną, okej?
- Cześć. Chyba Cię coś grzmi, że mam znowu się przepchać przez ten tłum ludzi, przecież w tydzień tam nie dojdę.- Jęknęłam na co on się zaśmiał.
- No dobrą podjadę po Ciebie, to za dwie godziny będę. Do zobaczenia.
- Dzięki! Do zobaczenia. – Odetchnęłam z ulgą. Telefon rzuciłam gdzieś na bok i położyłam się na łóżku. Znowu wracałam myślami do Niemców.


2 godziny później:


Poprawiłam makijaż i ubrałam się jeszcze cieplej. Gdy Kamil puścił mi sygnał, zbiegłam na dół.
- Dzień Dobry!
- A Witam! – Zaśmiałam się i weszłam do środka samochodu. Cudem dojechaliśmy pod skocznię i się nie spóźniliśmy. Pierwszy raz widziałam takie zamieszanie i tylu ludzi, szczęśliwych ludzi, którzy przyjechali tutaj dla czegoś, co kochają. Gdy dojechaliśmy na miejsce, poszliśmy rozpakować potrzebne rzeczy.
- Patrzcie na to ! – Krzyknął Mateusz wskazując na sektory, w których właśnie robili „falę” . Oniemiałam z zachwytu, wyglądało to tak niesamowicie. Nie mogłam uwierzyć w to, że każdy robił to co mówili komentatorzy i się świetnie przy tym bawił.
- To jest magia! To jest Zakopane! – Może rzeczywiście to jest taka inna magiczna kraina, w której każdy zapomina o problemach i liczy się tylko to co się kocha? Te pytanie chciałam kierować do znajomych.
- Ty już o nic nie pytaj!- Zaśmiał się Kuba, widząc, że chce o coś zapytać.
- Bardzo śmieszne – Udałam oburzoną i się odwróciłam w stronę trybun. 
- Cześć Księżniczko. – Usłyszałam ten znajomy głos, obok swojego ucha. Czekałam na niego, w głębi duszy czułam, że się pojawi, że przyjdzie tu. Uśmiechnęłam się i odwróciłam się w jego stronę.
- Cześć Andreas.


-  Nasze samotności spotkały się jak ptaki w locie i zaraz pofruną w swoich kierunkach. –Odszedł , zostawiając mnie z natłokiem kolejnych myśli. 


****
To już drugi rozdział. I jak się podoba? Czekam na szczere komentarze :) 
Pozdrawiam :) 


piątek, 12 grudnia 2014

Upajałam się jego głosem, zapisanym w mojej pamięci.

„Przepaść jaka dzieli marzenia od rzeczywistości jest bardzo ciężka do pokonania, ale w każdym z nas przecież ukryty jest duch walki.. Walki do samego końca. „


Skoki narciarskie były dla mnie czymś absurdalnym, niezrozumiałym. To pewnie dlatego, że  nigdy nie miałam odwagi walczyć o swoje marzenia, bałam się ryzyka.  Z jednej  strony czułam podziw do skoczków narciarskich, ale z drugiej nie rozumiałam jak można ryzykować życie, dla chwili przyjemności. Dla lotu trwającego zaledwie sześć sekund, a mogącego skończyć się upadkiem i kalectwem do końca życia. Czy ja jestem tchórzem, czy to oni są szaleńcami?  


Z zaciekawieniem przyglądałam się kolejnym zawodnikom oddającym swój skok. Zastanawiałam się co oni odczuwają siedząc na belce, wybijając się z progu, czując gdy wiatr buja ich w locie czy podczas zachwianie przy lądowaniu. Jest to strach, czy to codzienność, której tak dzielnie stawiają czoła?
Odwróciłam się w stronę Kamila, mojego przyjaciela, który od lat jeździ na skoki jako służba medyczna. Dzięki niemu tu jestem, to właśnie on zaproponował mi współpracę gdy zdałam egzamin na ratownika narciarskiego.
- Nie rozumiem ich.
- Kolejne filozoficzne pytania Pani Aleksandry? – Zaśmiał się, za co dostał kuksańca w bok.
- Przestań. Po prostu jestem ciekawa, dlaczego oni to robią? Nie boją się? To jest dziwne.. – Dodałam zrezygnowana. Nie umiałam poradzić sobie z czymś, czego nie mogłam pojąć.  W pewnym sensie zaczęło mnie to fascynować. Chciałabym poznać ich lepiej. Podejść do tego od psychologicznego punktu widzenia. Spróbować to zrozumieć.
- Te bo myślicielem zostaniesz! Chodź się napić czegoś ciepłego, bo zamarzniesz. – Kamil wybudził mnie z pewnego transu. Dopiero teraz zorientowałam, że pierwszy trening dobiegł końca. Miałam dziesięciominutową przerwę. Zaśmiałam się cicho i ruszyłam za nim prosto do ciepłego namiotu. Czułam zapach malinowej herbaty i to przeszywającego ciepło. W środku było sporo ludzi, parę skoczków, dziennikarze i nieznani mi ludzie. Poszłam za Kamilem do reszty ratowników. Byłam tam jedyną dziewczyną, ale jakoś szczególnie mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, czułam się dobrze w ich towarzystwie. Dorwałam się do herbaty. Przysłuchując się ich komicznym rozmową, co chwilkę wybuchałam śmiechem.
- Olka, powiem Ci, że w tej kurteczce Ci do twarzy. Wyglądasz jak mała, słodka panda- Dowalił Kuba, a oni zaczęli się ze mnie śmiać. Spojrzałam na niego z pogardą.
- Wole wyglądać jak panda niż jak pączek w maśle– Odwróciłam się i poczułam, jak na coś wpadam, a pusty kubek wypada mi z ręki.
- No cholera jasna czy ty naprawdę nie potrafisz normalnie chodzić?! Kupić Ci okulary?! – Wydarłam się na nieznanego chłopaka w kombinezonie.
- Przepraszam Aniele- Usłyszałam po angielsku. Momentalnie poczułam lekkie zażenowanie. Wydarłam się po polsku na zagranicznego skoczka, za to, że na niego wpadłam. Bardzo logiczne.  Usłyszawszy śmiechy kolegów zawstydziłam się jeszcze bardziej. Bez słowa opuściłam głowę i odeszłam szybkim krokiem. Czym prędzej opuściłam  namiot . Było strasznie zimno, ale nie miałam zamiaru wracać, po tej całej dziwnej sytuacji. A do drugiego treningu zostało mi jeszcze jakieś pięć minut. Wolałam już nigdzie sama nie chodzić, dlatego wróciłam z powrotem na miejsce dla służby medycznej. Usiadłam na ławeczce i spoglądałam w górę skoczni. Była piękna, taka magiczna, niesamowita. Kryła w sobie wiele nieokreślonych uczuć, a przede wszystkim tą tajemniczość. Chyba powoli mogłam śmieć stwierdzić, że zaczynam rozumieć miłość ludzi do tego sportu.
- Magiczna jest, prawda? – Spojrzałam na uśmiechniętego chłopaka, który usiadł obok mnie.
- To nie pojęte jak bardzo. – Zachwycałam się.
- Tu jest tak pięknie. Wszyscy zawsze chwalili Zakopane, nie rozumiałam dlaczego, dopiero rok temu zakochałem się w tym magicznym miejscu, w polskich kibicach, w tej atmosferze. Magia, po prostu magia.
- Strasznie miło słyszeć to co mówisz, ale nie wiem co na to Ci odpowiedzieć, na skokach jestem pierwszy raz.  – Ściszyłam głos.
- Naprawdę? Dziwne gdy Cie zobaczyłem, myślałem, że od lat oglądasz skoki narciarskie, byłaś taka zapatrzona w nią. – Wskazał głową na Wielką Krokiew.
- Haha. Tak szczerze to niewiele o tym sporcie wiem, jedynie tyle co mi przyjaciółki opowiadają i gdy byłam mniejsza dosyć często je oglądam. W późniejszych latach jakoś brakowało mi czasu, miałam trochę inne zajęcia. Teraz, gdy już tu jestem, zastanawiam się za co ludzie kochają skoki narciarskie, za co wy to kochacie?
- Niewiele wiesz powiadasz. Hmm myślę, że da się coś z tym zrobić. Co Ty na to, abyśmy jutro gdzieś wyskoczyli? Wszystko bym Ci opowiedział. – Puścił mi oczko, a ja się szczerze uśmiechnęłam.
- Super, czemu by nie! ;)
- Cieszę się, że Ci się podoba. A tak w ogóle to kompletnie zapominałem, jestem Karl.  – Podał mi rękę.
- Miło mi, a ja Ola – Uśmiechnęłam się. Wydawał się bardzo sympatyczny. A do tego w końcu może znalazłabym odpowiedź na pytania, które mnie nurtowały. Może ta praca wcale nie jest taka zła?
- Karl! Chodź szybko już się… Eee - Przerwał ktoś w połowie zdania, odwróciłam głowę i dostrzegłam „chłopaka z namiotu”.
- No już idę. Trzymaj się Ola i do zobaczenia jutro.  – Ruszył szybko w stronę swoich nart.
- Do jutra – Odpowiedziałam. Wstałam z miejsca i spojrzałam na wpatrującego się w mnie blondyna.
- Przepraszam.. – Szepnęłam w jego stronę.
- Nie masz za co Aniele. – Odpowiedział również cicho i rozeszliśmy się.  Czułam przez chwilkę dreszcze na całym ciele. To było dziwne uczucie. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i napisałam sms-a  do Nikoli i Olgi.

„ Wysoki, ciemny blondyn, niebieskie oczy, z Niemiec. Kolega Karla. Kto to?”  - Oczekując odpowiedzi, schowałam telefon do kieszeni i spojrzałam w górę skoczni. Czułam się taka obca. Mogłam jednak posłuchać przyjaciółek i zgodzić się aby opowiedziały mi coś o tym sporcie. W końcu miałam jeździć na skoki jako ratownik przez te parę miesięcy. Brakowało mi ich, na szczęście za miesiąc dojdą do nas, na razie są w połowie egzaminów.  Poczułam wibracje w kieszeni, uśmiechnęłam się mimowolnie. Nie chciałam wyciągać na razie telefonu. Upajałam się jego głosem, zapisanym w mojej pamięci.




****
No to pierwszy rozdział za nami. Jak się podoba? Czekam na szczere opinię w komentarzach.
Pozdrawiam ;)

Tak na początek.. ;)

Hej jestem Ola, mam 16 lat :)
Na tym blogu będę pisała opowiadanie związane ze skokami narciarskimi. Od razu uprzedzam, nie będzie ono długie do 20 rozdziałów.  Postaram się je dodawać co  tydzień, albo dwa. Zależeć to będzie od weny i czasu.
Pozdrawiam ;)